Skąd wiemy, że istniejemy?

Chciałbym napisać dziś kilka słów na temat niezwykle palący pod względem filozofii egzystencji. Nie ma na to żadnego dowodu, że cokolwiek włączając w to nas samych istnieje w jakikolwiek obiektywny sposób. Nasze poznanie wypływa ze zmysłów które przekazują nam informacje na temat otaczającego nas świata, skąd jednak możemy wiedzieć na ile to co otrzymujemy jest zgodne z prawdą. Pojawia się tu inne pytanie: czy prawda obiektywna w ogóle istnieje? Dla teisty taką prawdą będzie niewątpliwie Bóg, ateista ma w tym względzie nieco trudniej, nie jest on w stanie dostrzec w niczym żadnego sensu. Świat wydaje się żartem, i to niezbyt wyszukanym. Może więc tego sensu po prostu nie ma. Patrzenie w wieczorne usiane gwiazdami niebo w świadomości ich ogromu i przypadkowości ich rozmieszczenia może wtedy przyprawić o myśli samobójcze ( w tym przypadku patrz post niżej ;P).
Nie jest chyba jednak tak źle, rozważmy co może nam dać poddanie się bezsensowi. Mam tu pewien cytat autorstwa niejakiego doktora Chwistka:
Nie bez powodu szanowny doktor był nazywany "atletą ducha", bo zaprawdę potrzeba wielkiej siły woli by poddać się zimnemu objęciu ogólnej bezcelowości...
Etykiety: filozofia
1 styczeń 2008 13:32
Post o niczym i nic nie wnosi:) top
1 styczeń 2008 23:20
nie zgadzam sie by byl o niczym.daje do myslenia.ja akurat ten temat mam rozpatrywany na codzin i faktycznie mi nic nie daje.jednak sa ludzie ktorzy nie mysla na temat swojej egzystencji a taki post moze ich do tego zmobilizowac.a poza tym czy wszystko zawsze soba musi cos wnosic? top
2 styczeń 2008 06:29
dokonałeś tu pewnego uproszczenia Rafał. dla teisty prawdą obiektywną jest bóg, a ateista ma tudniej, bo nie uznaje koncepcji boga, a to z kolei implikuje brak prawdy obiektywnej, czyli brak sensu. zredukowałeś prawdę do sensu, albo na odwrót, nieważne... ja osobiście uważam, że faktycznie, nie mamy dostepu do tzw. prawdy obiektywnej poprzez różne ograniczenia naszego umysłu i zmysłów, ale to nie znaczy że moje życie nie ma sensu. istnienie bądź nieistnienie prawdy obiektywnej nie czyni zycia bezcelowym. mało tego, gdyby podążać dalej tym tokiem myślenia, trzeba by uznać, że życie jest sensowne tylko wówczas gdy wierzy sie w koncepcję boga. no a z tym, to już się zupełnie nie zgadzam:)
ps. poza tym tytuł jest mylący, myślałam że polecisz w solipsystyczne rozważania, dlatego pewnie ubique'owi się nie spodobało:) top
2 styczeń 2008 06:57
@ubique: tak jak pisze luna, nie chciałem specjalnie nic bardzo odkrywczego wnosić, a jedynie dać co niektórym mały impuls do własnych przemyśleń
@luna: dzięki ;)
@goh: hmm, a jaki sens może mieć życie dla ateisty, zastanawia mnie to trochę, wydaje mi się, że to może być co najwyżej sens "zastępczy", nic specjalnie wzniosłego ... top
2 styczeń 2008 08:06
Hej, hej
Kiedyś zagadnieniami egzystencjalnymi już sie zajmowano, warto zajrzeć. Tylko dla przykłady przypomnę Deskratesowskie "Cogito, ergo sum" choć dla potrzeb zarówno tego Wpisu jak i dyskusji bardziej mi odpowiada zasada egzystencjalistów: " Sum, ergo cogito"
A gdyby, może kiedyś i przy jakieś okazji @ubique zechciał wskazać, gdzie jest jakikolwiek zapis czy regulacja zobowiązujący do tego aby post był o czymś i coś wnosił.
Chętnie zajrzę jak będę miała trochę czasu do Ciebie - jak zaprosisz - bo coś tak czuję, że Twoje posty są przynajmniej pod tym względem wzorcowe.
Pozdrawiam M.
PS.Rafał jak Ci jest tak ciężko, to może wpierw zastanów się nad czymś prostszym. Np.Czy istnienie świata zakłada jego Stwórcę. Jeżeli ci wyjdzie, że jakoś tak jakby, to zastanów się dlaczego On go stworzył. Przy czym nie przesądzam, bo może to była Ona? albo Oni?
A to nie jest zagadnienie typu ateizm/teizm. To nie ta klasyfikacja. To takie podstawowe wręcz pytanko. A przy okazji: W czym teiści mają łatwiej? Bo mam nadzieję, że nie myślałeś wyłącznie o tych obdarzonych wiarą .....hmmm tzw bezrozumową !!! z powodzeniem ćwiczoną w "Szkole" toruńskiej.
A może wcześniej też takie prościutkie pytanie: Jak chciałbyś stwierdzić czy nasze poglądy mają ważność obiektywną czy subiektywną. Przy czym ja nie przesądzam o niczym, ja się tylko pytam."jak to stwierdzisz" top
2 styczeń 2008 08:36
Cogito i tym podobne formułki jednak nie wszystkim wystarczają... jak widać mi przynajmniej.
Nie jest mi specjalnie ciężko, nawet wręcz przeciwnie.
Dlaczego teiści mają łatwiej? Moim zdaniem dlatego, że we wszystkim co widzą mogą upatrywać zamysł stwórcy, ateista widzi tylko chaos rządzący przez przypadek, kosmos przypominający czarną ścianę pochlapaną białą farbą i nic poza tym. Nie jest w stanie powiedzieć skąd wzięło początek to wszystko co go otacza.
Samo istnienie świata niczego nie zakłada, wcześniej zresztą trzeba by było założyć, że świat istnieje. Jeśli zastanowić się głęboko to wcale nie jest takie oczywiste. Powiedziałbym raczej, że wszystko w pewien sposób istnieje, a na pewne inne sposoby nie. Mielibyśmy wtedy wielość rzeczywistości, a ta byłaby jedną z nich. Chyba trochę się oddaliłem od tematu ;) top
3 styczeń 2008 00:10
rafał ale poleciałeś:) ponieważ kiedyś wspominałeś że jesteś tym "poszukującycm", to rozumiem że raz bliżej ci do boga, raz do latającego potwora spaghetti, a innym razem do ateizmu. zakładając że w tej chwili jesteś ateistą, sensem twojego życia jest odnalezienie sensu tego wszystkigo co nas otacza. to wypełnia twój umysł, skłoniło cie do pisania bloga na taki temat, dlatego podejmujesz dyskusję z innymi bloggerami.
teiści tak na prawdę mają trudniej ze wszystkim. muszą zaakceptować stertę dogmatów, tajemnic wiary - mimo iż często kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem. prości ludzie sa obdarzeni, jak to nazwała @monika_m, wiara bezrozumową (tłumacza sobie wszystko: bo bóg tak chciał). inteligentni ludzie mają twardy orzech do zgryzienia, dlatego wątpią, pytją, ale to normalne, gdy ktoś sprzedaje ci jakieś niewiarygodne historie...
ateista ma ten komfort, ze nie musi zajmować sie koncepcją boga, ale może, jeśli ma taki kaprys - np. Richard Dawkins. ateista sam jest kowalem swego zycia. sam kreuje sens tego wszystkiego, bo nie podlega żadnej narzuconej z góry wizji świata.
jeśli skłaniając się ku ateizmowi widzisz tylko chaos rządzący sie przypadkiem, to może lepiej znajdź sobie jakąś wygodną religię, która nie krzywdzi ludzi, nie każe zabijać w imię jakiegoś boga, a z drugiej strony powoduje, że czujesz się wolny i szczęśliwy:) top
3 styczeń 2008 10:46
Heh, raczej trudno powiedzieć co tak właściwie mnie skłoniło do pisania bloga. Pewnie myślałem, że zarobie na reklamach adsense ;), a teraz pojawiają się same dobroczynne. Raczej wywalę za jakiś czas, i tak nikt nie klika ;D
Teista może mieć naprawdę łatwo jeśli tylko jest w stanie pojąć i przyjąć magiczne słowo "transcendencja". Z nim da się wszystko dość zgrabnie wytłumaczyć nie naruszając zbytnio zdrowego rozsądku. Chroni ono też przed różnymi paradoksami: mamy wolną wolę, a Bóg i tak z góry wie co zrobimy - jest transcendentalny, co to właściwie znaczy tutaj nie dojdziemy, to domena raczej wzniosłych mistycznych stanów.
Ateista może mieć się całkiem dobrze pod warunkiem, że nie dopadnie go weltschmerz, bo wtedy to kaplica. Wizja marności i przemijalności może całkowicie przytłoczyć. Tak na marginesie, możesz mi dodać przykład jaki sens może swojemu życiu nadać ateista? Jestem ciekaw twojego sposobu myślenia na ten temat...
Nie zamierzam szukać sobie wygodnej religii, nie ma co iść na łatwiznę ;)
Ps. polecam zapoznać się z Liber Al, link jest na dole, niektórym może nieco rozjaśnić w głowie, nawet jeśli ktoś uzna księgę za stek bzdur, to czas poświęcony na poznanie czegoś nowego na pewno nie będzie stracony.
Pozdrawiam top
3 styczeń 2008 10:47
pisząc o wywalaniu miałem na myśli reklamy, nie blog ( tak dla ścisłości ) ;) top
4 styczeń 2008 00:07
sęk w tym aby weltschmerz zdusić w zarodku i... always look at the bright side of life:) a ateista moze nadać swojemu zyciu jakikolwiek sens - kwestia inwencji:) na tym polega jego wolność, sens może zdefiniować wg własnego uznania, nic go nie ogranicza. nie chce podawać przykładów, bo wszsytkiego nie jestem w stanie wymienić, a jesli tego nie zrobie, to zaraz ktos się odezwie, że upraszczam sprawę. no i pozostaje kwestia zdefiniowanie samego pojęcia "sens". top
4 styczeń 2008 12:18
wyznajesz ateizm-materializm czy jakąś inną odmianę? No bo mi wydaje się, że życie nie może mieć sensu jeśli nasza egzystencja kończy się wraz ze śmiercią ciała... no chyba, że dla kogoś sensem jest np. "zrobienie" pokoju na świecie, ale to czysta głupota transcendentnie patrząc ;) top
12 marzec 2008 02:55
AL II:30. Jeśli Wola wstrzymuje się i woła Dlaczego, przywołując Ponieważ, wówczas Wola ustaje i niczego nie czyni.
AL II:31. Jeśli Moc pyta dlaczego, wówczas Moc jest słabością.
]:P top